stadium-2791693_1920

Profesjonalny sport i publiczne pieniądze

team-2444978_1920Miło się ogląda dziesiątki dzieciaków na boisku treningowym np.  Wolanii Wola Rzędzińska lub Unii Tarnów, doskonalących umiejętności piłkarskie pod okiem trenerów. Pewnie tylko nieliczni z nich zwiążą się z piłką zawodowo, ale dziś oferta klubu przynosi korzyści każdemu z nich. Nie tylko przyjemnie spędzają wolny czas, ale też zdrowo żyją, dbając systematycznie o aktywność fizyczną. Kłopot tylko w tym, że państwo polskie w tego rodzaju działalność angażuje się incydentalnie, wydając za to krocie na sport profesjonalny. Czy można sobie wyobrazić większy absurd?

W 30 lat po upadku komuny ta sytuacja uwiera szczególnie, bo to model żywcem wyjęty z PRL-u. Pamiętamy fikcyjne etaty sportowców w zakładach pracy. Piłkarze bywali operatorami tokarek, frezarek, „pracowali” w laboratoriach lub elektrociepłowniach… Stanowisko nie miało znaczenia. Ważne, by formalnie był powód do wypłacania pensji. Nieoficjalnych głosów oburzenia nie brakowało. Ludzie oglądający mecze na stadionach komentowali często, że biegający po murawie obrońca czy pomocnik to kolega z zakładu, którego w pracy na oczy…. nigdy nie widzieli. Chory gospodarczo system wymyślił chore zasady finansowania sportu profesjonalnego i tak się to kręciło przez kilkadziesiąt lat ze skutkiem powszechnie znanym. Sporadycznie udało się zagrać dobry mecz, pokonać silniejszego teoretycznie przeciwnika z Zachodu i… tyle. A amatorzy skazani byli na korzystanie z najbardziej prowizorycznych warunków. Szczytem marzeń było boisko asfaltowe, na którym trzeba było przede wszystkim uważać, by sobie nie zrobić zbyt dużej krzywdy.

Pieniądze według przypadkowych kryteriów

Dzisiaj komuna jest już tylko historycznym wspomnieniem (czasem też mentalnym przyzwyczajeniem), ale jej duch nad organizacją działalności sportowej wydaje się unosić w dalszym ciągu. Finansowaniem amatorskiego sportu obarczono niemal w całości samorządy, a flirt państwa ze sportem profesjonalnym trwa nadal.

Dzisiaj komuna jest już tylko historycznym wspomnieniem (czasem też mentalnym przyzwyczajeniem), ale jej duch nad organizacją działalności sportowej wydaje się unosić w dalszym ciągu.

Miejsce państwowych zakładów zajęły teraz spółki Skarbu Państwa, które w zależności od tego, kto stoi na ich czele i jakich dyscyplin sportu jest entuzjastą, finansują raz taką, raz inną sekcję.

Przykładów z lokalnego podwórka nie brakuje. Ot, choćby Unia Tarnów. Mieliśmy chwilowe osiągnięcia w koszykówce, bo blisko pieniędzy znalazł się fan koszykówki. Kiedy indziej stawiano na żużel zgodnie z obowiązującą w okolicy modą. Raz na jakiś czas coś skapnęło szczypiornistom lub piłkarzom… Konsekwencji i długofalowej strategii trudno byłoby się w tym dopatrzeć. Gołym okiem można było za to dostrzec, że amatorski ruch sportowy cierpi na chroniczne  niedoinwestowanie. Rodzice dowożący swoje pociechy na mecze i kupujący sportowy sprzęt to wciąż codzienność obowiązująca w Polsce, jeśli chodzi o sportowe zajęcia dla dzieci.

Domena biznesu

Stojący na głowie system najwyższy czas postawić na nogach. Państwo finansujące sport dzieci i młodzieży to jedyny sensowny kierunek, bo płacący podatki obywatele mają prawo oczekiwać, że ich dzieciom stworzone zostaną przyzwoite warunki do aktywnego spędzania wolnego czasu. Profesjonalny sport to domena biznesu. Obowiązujący na Zachodzie model to najlepszy przykład, że takie rozwiązanie działa skutecznie. Szukający zawsze dochodu biznes traktuje sport jako inwestycję, która powinna przynosić zyski na długim  dystansie. Dlatego zarządza sportowym światem dokładnie tak samo jak przedsiębiorstwem. Z efektów zadowolony jest nie tylko biznes, ale i kibice, którzy dostają widowisko na zawodowym poziomie.

Filozofia towarzyszy

Państwo wobec sportu ma zupełnie inne zadania. Skoro np. w piłkarskiej sekcji Unii Tarnów trenuje 400 dzieciaków, to rolą państwa jest im zapewnić możliwe dobre warunki. Spędzając na treningu swój wolny czas nie tylko rozwijają swoje pasje i dbają o zdrowie, ale też są impregnowani na różnego rodzaju patologie i pokusy tego świata.

Skoro np. w piłkarskiej sekcji Unii Tarnów trenuje 400 dzieciaków, to rolą państwa jest im zapewnić możliwe dobre warunki.

Jeśli zaś komuś marzy się w mieście klub pierwszoligowy, to niech wyłoży własne pieniądze na jego utrzymanie. Sięganie do państwowych pieniędzy wielkich umiejętności nie wymaga, ale też skutki daje podobne do tych, które mieliśmy w czasach, gdy krajem rządzili towarzysze.

Sława brzydkiego stadionu

Raz na jakiś czas ktoś sypnie milionami z zasobów chemicznego giganta, by przypodobać się szukającym wrażeń kibicom, ale długotrwałego skutku to nie przynosi. Cały zysk lokalnego środowiska to odczuwane kilka razy w roku emocje. W ślad za ogromnymi wydatkami nie idzie żadna oferta dla najmłodszych adeptów sportu ani  poprawa infrastruktury sportowej. W eter idzie za to wątpliwa sława Tarnowa jako miasta z najbrzydszym stadionem w całej Polsce.

One comment on “Profesjonalny sport i publiczne pieniądze

  • Anonim , Direct link to comment

    Pieniędzy w systemie jest wystarczająco dużo, ale rzecz w ich sensownym wydawaniu. Jasne zasady, czytelne kryteria to konieczność.

Leave a comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.